Kwaśniewski wita Hu

Mariusz Doluk
10 czerwca 2004

Kolejny już dzień mam wątpliwą przyjemność oglądać na ekranie telewizora, jak prezydent Chińskiej Republiki Ludowej Hu Jintao obściskuje się z polskimi politykami. Interesujące, że ten sam prezydent Kwaśniewski, który twierdzi, że jedynym powodem ataku na Irak była chęć wyzwolenia go od tyrana, teraz występuje bez zażenowania obok przedstawiciela innego tyrana – Chińskiej Partii Komunistycznej. „Różnice zdań w sprawie praw człowieka nie mogą zakłócić kontaktów gospodarczych” – powiedział Kwaśniewski.

I tu leży pies pogrzebany. Do Chin drzwiami i oknami wchodzą, prześlizgują się i przeciskają firmy z całego świata, żeby zrobić złoty interes na „ogromnym chińskim rynku”. Wszak gospodarka chińska osiągnęła niebywały poziom wzrostu – 9 proc. PKB w skali roku! W rzeczy samej, Chiny to raj dla biznesu – nie hamują wzrostu te przeklęte prawa pracownicze, a w razie czego można skorzystać z najtańszej siły roboczej, to jest niewolników w obozach pracy. Pewnym minusem jest biurokracja, którą trzeba karmić łapówkami, ale w zamian ma się ochronę ze strony państwa przed pracownikami, którym przyszłoby do głowy występować w obronie swoich praw. Wszak to działanie antypaństwowe, grożące gospodarce kraju i pełnym kieszeniom partyjnych kacyków. Jakiekolwiek próby stworzenia niezależnego związku zawodowego kończą się krwawymi represjami. Władcy Chin nauczyli się na przykładzie Europy Wschodniej, że takie fanaberie źle się mogą dla nich skończyć. Lepiej wprowadzić kapitalizm bez zmian w systemie politycznym. Postanowili udowodnić, że kapitalizm nie ma wiele wspólnego z demokracją, co udaje im się lepiej niż Wielki Skok. Po zmianie prawa Chińskiej Republiki „Ludowej” i wprowadzeniu ochrony własności prywatnej, biznes ma teraz prawie wszystko co pozwala mu się rozwijać – bezpieczeństwo, dostęp do taniej siły roboczej, surowców i ogromnego rynku zbytu, którego motorem stali się Nowi Chińczycy, bogacąca się bezideowa magma elity partyjno-finansowej. Symbolem nowych Chin są dzielnice wieżowców w Szanghaju i Pekinie, które powstały na gruzach wyburzonych tradycyjnych domów, z których bez pytania o zdanie wysiedlono setki tysięcy mieszkańców. Trzeba wszak usunąć śmieci, aby nie potykali się o nie Zachodni menadżerzy wielkich korporacji, którzy tłumnie zjeżdżają do „kraju wielkich możliwości”. W tym kontekście zrozumiałe jest ich dążenie w rodzinnych krajach do likwidacji praw pracowniczych i ograniczania praw człowieka, w imię większego PKB, na model chiński. Propagandową otoczkę mamy tu w postaci wojny z terroryzmem, którą wytłumaczyć da się wszystko.

I tu wracamy do naszego Kwaśniewskiego i całej politycznej elity, która nas wysłała na niekończącą się wojnę z terroryzmem. Kiedy zapytałem prezydenckiego ministra Siwca podczas spotkania na uniwersytecie, dlaczego akurat Saddam, a nie inny tyran i czy aby nie chodzi o ropę, tenże obruszył się i zaczął perorować o prawach człowieka, o wolności i demokracji dla Iraku i innych krajów Bliskiego Wschodu. Można było przy pewnej dozie życzliwości, dać się zwieść pięknym słowom uroczego pana Siwca. „Za obalenie tyrana warto jest umrzeć i jestem w stanie odpowiadać za ten czyn” – powiedział na zakończenie swojego wywodu. Bardzo ładnie. Teraz jednak tenże ostatni argument okazał się być kłamstwem, jak kłamstwem była broń masowego rażenia. Bo jakże to? Wysyła się żołnierzy na śmierć, żeby obalić jednego tyrana, a na drugi dzień ściska się z innym? Mówi się, że trzeba walczyć o prawa człowieka i szerzyć wolność, a później robi się interesy (w imię naszego i waszego PKB) z Hu Jintao, który osobiście odpowiada za mordowanie Tybetańczyków? Pytam, jak to możliwe? Możliwe odpowiedzi są dwie. Panie Siwiec i panie Kwaśniewski – albo jesteście głupcami, którzy sami nie wiedzą co mówią albo notorycznymi i obrzydliwymi kłamcami! I nie wiem co gorsze.