Po co ten szczyt?

Mariusz Doluk
22 kwietnia 2004

Europejski Szczyt Ekonomiczny jest organizowany przez międzynarodową organizację pod nazwą „Światowe Forum Ekonomiczne”, którego członkami jest ponad tysiąc przedstawicieli największych korporacji (na przykład Microsoft, Monsanto, Nike, General Motors). Światowe Forum zwołuje doroczne imprezy o tej samej nazwie, na których spotykają się biznesmeni, wpływowi politycy (na przykład George W. Bush, Tony Blair) oraz intelektualiści. Jak zauważają organizatorzy, nieformalna atmosfera licznych debat, konferencji i spotkań ułatwia nawiązywanie kontaktów i rozwiązywanie problemów współczesnego świata. Podczas tego rodzaju spotkań zostają powzięte decyzje dotyczące bezpośrednio ludzi, którzy z obrad są wykluczeni. I właśnie niedemokratyczność i niejawność są głównymi punktami krytyki Forum przez alterglobalistów.

Decyzje podjęte w przyjemnych wnętrzach luksusowych hoteli i sal konferencyjnych szwajcarskiego Davos, gdzie odbywają się najczęściej obrady, mogą dotyczyć na przykład małego miasta na Dolnym Śląsku. W jaki sposób? Dominującym prądem intelektualnym na tego rodzaju imprezach jest neoliberalizm, który zakłada między innymi globalizację przepływu kapitału, bez globalizacji praw człowieka, czy praw pracowniczych. W pewnym uproszczeniu można to przedstawić tak: załóżmy, że koncern X otwiera fabrykę w polskim mieście Y. Ludzie mają pracę. Po jakimś czasie koncern X stwierdza, że już mu się nie opłaca produkcja w tej miejscowości, ponieważ odkrył, że może robić to taniej, na przykład w chińskich obozach pracy, gdzie za głodową pensję pracują współcześni niewolnicy. Nie domagają się żadnych przywilejów socjalnych, odpraw, no i co ważne, pracują po 16 godzin dziennie, czyli wzrasta wydajność. Natomiast w Polsce to same kłopoty: związki zawodowe, urlopy macierzyńskie, opłaty za zanieczyszczanie środowiska i inne „dodatkowe koszty”. Co robi odpowiedzialny za zyski swoich właścicieli dyrektor firmy? Przenosi oczywiście fabrykę do Chin. Tymczasem w mieście Y zamyka zakład i wysyła pracowników na bezrobocie. Wcześniej przez pięć lat nie płacił podatków, ze względu na „politykę przyciągania inwestorów”. Czysty zysk. Zawdzięczamy to decyzjom podejmowanym między innymi na Forach, gdzie szefowie koncernów mają nieograniczone możliwości przekonywania polityków w „nieformalnej atmosferze”, że „tak będzie dla świata najlepiej”. Pytanie: dla którego świata?

Dostęp do obrad jest bardzo ograniczony. Aby firma została zaproszona, musi opłacać podstawową roczną składkę wynoszącą 12.500 dol. plus 6.250 dol. rocznej składki na organizację spotkań. Natomiast, jeśli przedsiębiorstwo chce zostać oficjalnym Partenerem szczytu i mieć wpływ na jego program, musi zapłacić 250.000 dol. Także zapraszani politycy i naukowcy są starannie selekcjonowani. Dodatkowo na Fora zapraszani są tylko ci dziennikarze, którzy zostaną wybrani przez organizatorów i znani są z przychylności w stosunku do tych inicjatyw. Tak więc ze strony społeczeństwa nikt nie kontroluje owych „nieformalnych kontaktów”. Warto także podkreślić, iż mimo że obrady dotyczą całego świata, trzy czwarte uczestników stanowią osoby z USA i Europy, a reprezentują oni jedynie 17 procent światowej populacji.

Pod wpływem protestów alterglobalistów, organizatorzy forum kilka lat temu próbowali włączyć do obrad największe organizacje pozarządowe. Różnice zdań okazały się jednak tak wielkie, że eksperyment zakończył się fiaskiem. Na kolejne spotkanie wiele organizacji nie zostało zaproszonych, ze względu na zbyt wielki krytycyzm. Forum powróciło więc do swego wypróbowanego grona.

Odbywający się w Warszawie Europejski Szczyt Ekonomiczny jest regionalną wersją Światowego Forum Ekonomicznego. W obradach uczestniczyć będą przedstawiciele biznesu, w tym szefowie największych korporacji ponadnarodowych, a także szefowie państw i rządów krajów europejskich,między innymi Günter Verheugen, komisarz UE do spraw rozszerzenia, Mary Harney, premier Irlandii, Matti Vanhanen, premier Finlandii, Stjepan Mesic, prezydent Chorwacji, Jorge Sampaio, prezydent Portugalii, Jean Lemierre, prezes Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, Bernd A. Stecher, wiceprezes Siemensa, Kees Blekxtoon, prezes Boeninga na Zachodnią i Północną Europę oraz wielu przedstawicieli najwększych firm w Polsce, a także znani polscy politycy. Koszt uczestnictwa w konferencji wynosi 3000 euro. Decyzje podjęte na Światowym Forum Ekonomicznym znajdą więc przełożenie na nasz region.

Poszukując alternatywy

Tymczasem od wielu tygodni aktywiści z całego kraju przygotowują Alternatywne Forum Ekonomiczne, które ma stanowić przeciwwagę dla Szczytu Ekonomicznego. Wbrew temu co w kółko wałkują media, alterglobaliści nie planują wysadzenia Warszawy w powietrze. Przez kilka ostatnich dni kwietnia osoby będące wówczas w stolicy będą miały okazję zobaczyć i posłuchać co proponują przeciwnicy neoliberalizmu. Odbędą się wykłady dotyczące między innymi teorii oraz praktyki ekonomii i demokracji uczestniczącej, rozwoju spółdzielni, sytuacji praw pracowniczych, skutków wstąpienia Polski do UE, łamania praw człowieka na świecie, wojny w Iraku i jej ekonomicznego tła, lokalnych systemów wymiany bezgotówkowej, recesji i reform strukturalnych w Europie, ekologii oraz wielu innych problemów współczesnego świata. Wykładom towarzyszyć będą koncerty, występy teatrów ulicznych (między innymi z Japonii i Włoch), projekcje filmów. Rozdawane będą ciepłe posiłki w ramach akcji Jedzenie Zamiast Bomb. Funkcjonować będzie także grupa medyczna. Koszt uczestnictwa w Alternatywnym Forum wynosi 0 zł. Udział wziąć może każdy, bez względu na zawód, dochód roczny, pochodzenie społeczne, płeć, kolor skóry lub narodowość.

29 kwietna ma odbyć się demonstracja przeciwników ESE. Będzie to największa manifestacja ruchu alterglobalistycznego w Polsce, jaka dotąd miała miejsce. Najliczniej stawią się na nią anarchiści, socjaliści (nie mylić z liberałami z SLD czy SdPl), związkowcy i ekolodzy, a także zwykli, „niezrzeszeni” ludzie, którym nie odpowiada obecna sytuacja w kraju i na świecie. Spodziewani są także goście z zagranicy. Niestety nie wszystkim się to podoba i chcieliby zakłócić przebieg Alternatywnego Forum.

Represje, czyli demokracja dla wybranych

Polscy politycy pragną pokazać, że u nas nie ma sprzeciwu wobec neoliberalizmu. Zapowiadane protesty mogą im te plany pokrzyżować. Wobec tego już na kilka tygodni przed szczytem zaczęli szykanować działaczy społecznych w całym kraju, aby nie odważyli się organizować żadnych akcji. Policja i funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego nachodzą prywatne mieszkania, ośrodki kultury niezależnej, zatrzymują osoby, które posiadają plakaty dotyczące Alternatywnego Forum Ekonomicznego. Zdarzały się także pobicia przez „nieznanych sprawców”. Istnieją poważne obawy, że policja szykuje prowokacje podczas trwania szczytu, aby zniechęcić ludzi do ruchu alterglobalistycznego. Jak podała Rzeczpospolita, na zakup wyposażenia upodabniającego policjantów do alterglobalistów przeznaczono 73 tysięcy zł. Tego rodzaju prowokacje miały miejsce między innymi podczas protestów w Genui w 2001 roku, co zostało udowodnione przed sądem. Poza tym, kilka imprez w całym kraju, które miały być zapowiedzią Forum, zostało odwołanych na skutek szykan władz. Na granicach blokuje się pod wydumanymi pretekstami osoby, które „są podejrzane” o chęć udziału w „antyszczycie”. Po raz kolejny okazuje się, że mamy demokrację papierową, a prawa obywatelskie przysługują tylko wybranym.