Klikoholizm
Komputer prowokował u mnie kompulsywne1 zachowania na tyle sposobów, że mogę sobie teraz pozwolić na podsumowanie swej komputerowej odysei: w warstwie poznawczej poszczególne zachowania. których się dopuszczałem przy udziale komputera różniły się, z pozoru, znacznie – zawsze jednak towarzyszył im dźwięk „klik”, czyli czynnikiem wspólnym dla wszelkiej komputerowej kompulsji jest „klik” – i małpy i dzieci lubią, jak coś klika, domyślam się zatem, że „klikaniem” zaspokajamy jakąś pierwotną potrzebę podpowiadającą nam, co ze sobą zrobić na tym świecie. Natura nam mówi – klikanie jest cool. To co się dzieje na ekranie to tylko zasłona dymna dla naszych płatów czołowych, które, jak każdy organ, lubią czuć się potrzebne. Jednak grunt to klikanie.
Drugim pierwotnym czynnikiem warunkującym powstanie i utrwalenie się komputerowej kompulsji jest bezpośredni wpływ klikania na to, co widać na ekranie – nie stoi to w sprzeczności z powyżej wyrażonym sądem a’propos „okadzania” płatów czołowych, albowiem w kompulsjogennym wpływie związku między klikiem a efektem graficznym można całkowicie pominąć sens tego związku, tak absorbujący płaty czołowe. Nasze pierwotniejsze struktury mózgowe kręci goły fakt, iż gdy się kliknie, to coś się wizualnie zmienia na ekranie, sens zmiany jest pomijalny – i tu natykamy się na sedno komputerozależności: otóż nie zawsze klik powoduje efekt wizualny, a z odkrywania związku kliku z efektem wizualnym i powtarzania już odkrytego czerpiemy szczególną przyjemność, jest to trening behawioralny w czystej postaci, śp. Pawłow lepszego by nie wymyślił. Jeśli klik powoduje zmianę wizualną, to jest to dla nas nagrodą. Komputer to najbardziej zmasowane źródło natychmiastowych nagród, jakie potrafię sobie wyobrazić. Gdy widzę człowieka przed komputerem, przypominają mi się wszystkie doświadczalne szczury, gołębie etc. zaciekle stukające w klawisz w celu uzyskania ziarna…
Czy tym gołębiom nigdy się nie znudziło to stukanie? Gołębiom – nie, jedyne co przypominałoby „znudzenie” występowało wtedy, gdy je dodatkowo w sposób nieprzewidywalny rażono prądem, poprzez co nabywały „wyuczonej bezradności” zwanej u człowieka „depresją”, od której już nic im się przyciskać nie chciało, bo niejako traciły „wiarę w efekt” czy też „przekonanie o własnej skuteczności”. Człowiek w klikoholiźmie mógłby odczuć „nudę” czyli niedostatek bodźców, frustrujące poczucie monotonii, gdyby jego „wyższe procesy nerwowe” nie dość zawartością ekranu były okadzone – ale wiadomo, że internet to ocean bezdenny informacji wszelakich, a gry to wciąż wzbogacany arsenał mocnych bodźców, do okadzania się doskonałych – co sprawia, że komputer z netem czy zestawem gier jest dla naszego układu nerwowego iście szatańską przystawką i leczą się już ludzie po świecie z klikomanii, oj leczą, a gdy zajrzeć do kawiarenki internetowej, gdzie nasze pociechy oddają się klikoholizmowii bez ograniczeń, to można się ździebko przerazić. Wyjście jedyne z komputerozależności to nie „znudzenie” – bo to raczej nie nastąpi, a detox i zbudowanie silnych alternatywnych nawyków spędzania czasu, nie pozostawiających miejsca na pragmatycznie nieuzasadniony kontakt z komputerem. Ale co to znaczy „pragmatycznie nieuzasadniony”? Przecież „komputeryzacja” jest czymś dobrym… nowoczesnym… postępowym… zbawiennym…
1. Kompulsja – powtarzająca się czynność przymusowa, wymykająca się wpływowi „woli”, czy też „wyższych procesów nerwowych”, „refleksji”; czynnościowy odpowiednik mentalnej „obsesji”.
- Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować.