Czy nie ma sposobu na „Dżumę”?
Dobra inscenizacja Dżumy Alberta Camusa nie jest rzeczą łatwą. Wynika to z kilku zasadniczych przyczyn. Po pierwsze – dzieło Camusa jest zdecydowanie niesceniczne – „okrągłe” zdania i forma eseju nie sprzyjają przełożeniu tej książki na język teatru. Po drugie, trudno jest pokazać sposób obrazowania charakterystyczny dla Camusa przy jednoczesnym zaakcentowaniu metaforycznego i symbolicznego przesłania jego dzieła. I jest wreszcie trzeci czynnik, chyba najważniejszy – Dżuma to w zasadzie rzecz święta, potrzeba wiele odwagi, by podjąć się próby przekształcenia jej w tekst sceniczny.
Tego trudnego zadania podjęli się aktorzy krakowskiego Stowarzyszenia „Dialog”, którzy od razu jednak zastrzegli, że spektakl nie jest wierną adaptacją literackiego pierwowzoru, lecz jego teatralnym odzwierciedleniem, „próbą wyrażenia tych wszystkich intuicji i wizji autora Upadku, które mimo całego pesymizmu i rozpaczy sprawiają, że rodzi się w nas nadzieja na nowe życie, które przychodzi przecież po każdej, największej nawet klęsce”. Czy ich plan się powiódł?
Twórcy spektaklu przede wszystkim mocno „okroili” tekst Camusa. Z bohaterów pozostawili jedynie dr Rieux, Raymonda Ramberta i ojca Paneloux. Być może było to konieczne, ale brak na przykład Cottarda – postaci zdecydowanie negatywnej, sprawił, że panorama postaw ludzkich zawarta w spektaklu stała się niepełna. A przecież Camus pokazywał wyraźnie, że sytuacje ekstremalne wywołują różne zachowania, od tych najbardziej szlachetnych po najbardziej podłe i nieludzkie. Poza tym Dżuma to utwór będący typowo kreacjonistyczną literaturą. Jej przedmiotem nie jest rzeczywisty przebieg procesów społecznych w ich historycznej konkretności, lecz dramat postaw moralnych, ujawniający się w sytuacjach symbolicznych. W dodatku co krok napotykamy na twarze samego autora. Camus twierdził wprawdzie, że postać stworzona przez powieściopisarza, nie jest nigdy nim samym. Wiemy jednak, że autor może być wszystkimi postaciami jednocześnie. I tak jest właśnie w tym przypadku. Dżuma pozostaje więc wielkim monologiem artysty – rozbitym na szereg kwestii, ukazujących jego wewnętrzne rozdarcie. Widzimy echo owych walk wewnętrznych w szarpaninie młodego Ramberta, który waha się między pragnieniem miłości i indywidualnego szczęścia, a nakazem społecznego obowiązku. Dostrzegamy je także w postaci dr Rieux – stojącego świadomie i z wyboru po stronie pokrzywdzonych i cierpiących. Jest również w zdziwaczałym Grandzie, który stara się uciec od rzeczywistości i znaleźć ukojenie w procesie twórczym. Odnajdujemy wreszcie twarz autora w postaci Tarrou, który, choć pozbawiony złudzeń co do ludzi i siebie samego, potwierdza jednak swoją godność i honor. W spektaklu zabrakło postaci Cottarda, Granda i Tarrou. Jak wobec tego to, co zobaczyliśmy na scenie, może w pełni wyrazić ideę powieści i filozofię Camusa! Grand jest wprawdzie wspominany przez Ramberta, który w spektaklu posiada również pewne cechy charakteru i elementy życiorysu Tarrou, ale to za mało. Zresztą, zabieg ten – połączenie dwóch tak różnych postaci w jedną – jest, moim zdaniem, całkowitym nieporozumieniem i nie ma żadnego uzasadnienia. Sprawia tylko, że metamorfoza dziennikarza staje się zbyt powierzchowna i mało wiarygodna. Rieux także jest mało przekonujący – zachowuje się tak, jakby miał do czynienia z ospą wietrzną, a nie epidemią dżumy, pochłaniającą miliony istnień. Jego heroizm jest, w moim odczuciu, raczej komiczny. Jedynie ojciec Paneloux robi wrażenie. Wygłoszone przez niego z niezwykłą żarliwością kazanie naprawdę i do głębi porusza publiczność.
Na uwagę zasługuje także bardzo sugestywna muzyka Marka Tercza, która doskonale podkreśla atmosferę wydarzeń. Klamrą literacką i mottem dramatu jest tekst songu Henryka Jachimowskiego: „Nikt nie wie jak postępuje zło. Co zamierza, jak je zatrzymać.” Wydaje się to trafnym posunięciem twórców inscenizacji.
Spektakl Stowarzyszenia „Dialog” jest „poprawny” – nie profanuje dzieła Camusa, nie jest też jednak żadną rewelacją. Nie wnosi niczego więcej, niż daje nam lektura powieści, wręcz przeciwnie. Ta próba adaptacji scenicznej pozbawiła Dżumę bardzo wielu ważnych kwestii, stanowi zdecydowanie jej spłyconą wersją. Epidemia w spektaklu jest dla publiczności zupełnie nierealna. Nie czujemy grozy sytuacji. Miasto Oran i jego problemy są czymś kosmicznie odległym. A u Camusa stajemy przecież w samym środku dramatycznych wydarzeń. Jesteśmy nieomal ich bezpośrednimi świadkami i potencjalnymi ofiarami. Tragizm i napięcie wyłaniają się z każdej strony powieści, podczas gdy w spektaklu nie przekraczają one granicy sceny. W fotelu na widowni czujemy się zupełnie bezpieczni. Dramat, który się rozgrywa na scenie, nie dotyczy nas tak dalece, że momentami nasze myśli odpływają w zupełnie inne rejony… A nie o to przecież chodzi.
Spektakl Dżuma – swobodna adaptacja powieści Alberta Camusa na podstawie przekładu Joanny Guze;
Wrocław, Scena PWST
Stowarzyszenie Dialog Kraków.
Autor scenariusza: Szczęsny Wroński
Muzyka: Marek Tercz
Reżyseria: Tomasz Piasecki, Szczęsny Wroński
Obsada: Tomasz Piasecki (Rieux), Bogdan Słomiński/ Edward Żentara (Raymond Rambert), Marek Klaita/ Szczęsny Wroński (Paneloux).
- Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować.
