Dwa krasnoludki i pszczółka Maja, czyli... unijna farsa
Recenzja spektaklu „Unia bez tajemnic”
T
o nie jest sztuka polityczna”1 – zapewniają twórcy spektaklu Unia bez tajemnic, najnowszego przedsięwzięcia Teatru Polskiego we Wrocławiu oraz Teatru Poniedziałkowego. Być może. Na wszelki wypadek jednak – jak żartują – z premierą wstrzymali się do czasu, kiedy będziemy już po unijnym referendum… Mimo to utwór A Rise in the Market Brytyjczyka Edwarda Taylora, wieloletniego współpracownika BBC, jest już polskim widzom znany. Pojawił się na naszych scenach (między innymi w krakowskim teatrze „Bagatela” i warszawskim Teatrze Komedii) pod tytułem Stosunki na szczycie parę lat temu.
Sztuka Taylora w krzywym zwierciadle przedstawia unijne struktury oraz codzienne życie urzędników piastujących we wspólnocie najwyższe i najbardziej prestiżowe stanowiska. Jest to klasyczna komedia na pograniczu farsy. Śmiejemy się głośno i często. Nie brakuje ani humoru sytuacyjnego, ani słownego, a fabuła w zabawny sposób komplikuje się z minuty na minutę. Akcja przedstawienia rozgrywa się w luksusowym paryskim mieszkaniu, w którym co rusz pojawiają się kolejne, zazwyczaj niepożądane, osoby. Jak to jednak w komedii pomyłek bywa, o swojej wzajemnej obecności nie mają najczęściej zielonego pojęcia. Sir Clicve’owi Patridge’owi, wyższemu urzędnikowi Komisji Wspólnego Rynku, starającemu się o posadę jej przewodniczącego, udaje się ukryć podwójne życie, a Simonowi Proutowi, sekretarzowi brytyjskiej ambasady, swoją nieudolność… Wszystko jednak do czasu. Tempo wydarzeń na scenie jest piorunujące – wybucha piecyk do podgrzewania wody, zacinają się drzwi balkonowe, wyrzucane są butelkami z koniakiem, w tajemniczy sposób znikają ubrania, podmieniane są walizki… Nie ma chwili na nudę.
Perypetie bohaterów są pretekstem do pokazania, z przymrużeniem oka oczywiście, świata wielkiej polityki. „Nasza sztuka pokazuje, że politycy to zwyczajni ludzie, lubią alkohol i kobiety, i czasem te sprawy są dla nich równie ważne jak głosowania i posiedzenia komisji” – mówi Paweł Okoński, odtwórca roli Clive’a Patridge’a. To prawda. Bohaterowie wszystkie swoje czyny, nawet te najmniej szlachetne i najmniej przystające wysokim urzędnikom państwowym, kwitują słowami: „Dla Unii Europejskiej, dla Wielkiej Brytanii, dla wszystkich obywateli!” Albo mówią: „Drogo, no i co z tego, że drogo! Przecież rząd płaci, to są pieniądze podatników…” Samo życie! Farsa Taylora jest uniwersalna, jej akcja równie dobrze, zamiast w Brukseli czy Paryżu, mogłaby toczyć się w Warszawie, na przykład w polskim MSZ… Wrocławscy twórcy zadbali zresztą, aby polskich akcentów nie zabrakło – „Jak to mówią Polacy? Nicea albo…?” – pada kwestia… Sztuce w ogóle daleko jest od politycznej poprawności, ale to tylko dodaje jej uroku.
Niczego nie można zarzucić także grze aktorskiej. Szczególnie mocne oklaski należą się Pawłowi Okońskiemu (sir Clive Partridge) i Wojciechowi Ziemiańskiemu (Simon Prout), a także Edwinowi Petrykatowi (Jacques Berri). Dwaj pierwsi wspaniale prezentują się w strojach krasnali, a trzeci – w kostiumie Pszczółki Mai! Naprawdę trudno powstrzymać się od śmiechu, a kiedy finałowemu opadaniu kurtyny towarzyszy piosenka Keine Grenzen w wykonaniu Michała Wiśniewskiego poziom rozbawienia sięga już zenitu… Gra aktorów jest tak dobra, że rekompensuje drobne niekonsekwencje tekstu. Przymykamy więc oko na pewne ograne już schematy komediowe oraz przewidywalność zachowań bohaterów. Akcja wciąga nas do tego stopnia, że jesteśmy w stanie uwierzyć, iż w biały dzień w Paryżu garnitur jest artykułem niemożliwym do zdobycia. Dopiero w domu dostrzegamy absurd tej sytuacji, co dodatkowo skłania nas do śmiechu. W kolejnych spektaklach pojawią się inne gwiazdy Teatru Polskiego, między innymi Agata Skowrońska i Wojciech Dąbrowski.
„Nie naśmiewamy się z polityków, tylko niewinnie śmiejemy się z nich. Nie ma w tym żadnej złośliwości.” – mówią twórcy spektaklu. I chyba rzeczywiście tak jest. Nie doszukujmy się więc na siłę w sztuce Taylora politycznych podtekstów i społecznego zaangażowania. Unia bez tajemnic to przede wszystkim dobra komedia. Ma bawić. Tylko tyle i aż tyle. I to zadanie wypełnia doskonale. Można by nawet rzec, że spełnia wszelkie unijne normy… Spektaklowi wróżę więc duży sukces, zwłaszcza, że od kilkunastu dni sami jesteśmy członkami Unii, więc temat jest jak najbardziej aktualny…
PS. W czasie antraktu w foyer usłyszałam, że teatralna komedia w dzisiejszych czasach to przeżytek. Podobno od teatru należy oczekiwać czegoś więcej, powinien, tak jak dawniej, pozwolić przeżyć katharsis. Czy śmiech wyklucza takie przeżycia? Jestem pewna, że nie. W czasach, kiedy teatry epatują brutalnością i dosłownością, dobra komedia może nawet bardziej poruszyć i skłonić do refleksji, niż najbardziej drastyczna tragedia. Spektakl Unia bez tajemnic jest tego najlepszym przykładem.
Edward Taylor Unia bez tajemnic (A Rise in the Market);
Spektakl Teatru Polskiego we Wrocławiu i Teatru Poniedziałkowego.
Przekład: Elżbieta Woźniak, Reżyseria: Marcin Sławiński; Konsultacja scenograficzna: Andrzej Witkowski; Aktorzy: Dominika Figurska, Agata Skowrońska/Monika Szalaty, Aldona Struzik, Zygmunt Bielawski/Andrzej Mrozek, Wojciech Dąbrowski/Wojciech Ziemiański, Paweł Okoński, Edwin Petrykat; Premiera: 3 kwietnia 2004
1. Wypowiedzi Pawła Okońskiego pochodzą z wywiadu, jaki udzielił wrocławskiej „Gazecie Wyborczej” (2004, 3-4 kwietnia).
- Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować.
