Totalne oświecenie czy totalne ogłupienie?
Jest lato, praży słońce. I świecą małe słońca, miliony małych słońc: w sklepach, urzędach, zakładach fryzjerskich, bibliotekach, hipermarketach. Naprawdę. Miliony małych słońc jarzeniowych. Świecą jak zimą – wszystkie, nie tylko w biurze i w sklepach oszklonych, ale nawet w pustych witrynach, w drzwiach wejściowych. Świecą w dzień i w nocy, na okrągło. W całej stolicy. Z wyjątkiem mieszkań.
Siedzisz w bibliotece w samo południe przy ścianie ze szkła, spoglądasz w sufit a nad tobą wysokie niebo świetliste. I nie ma na to rady, bo jest tylko jeden wspólny wyłącznik na cała bibliotekę.
A tam 50 jarzeniówek i 2 osoby: 1 bibliotekarka plus 1 czytelnik. W hipermarkecie rozpłatane śledzie masowo i obowiązkowo wylegują się w solarium a klienci mają darmową saunę. Sprzedawca w sklepie ze zdrową żywnością pali wszystkie jarzeniówki, aby go, jak mówi, było widać w sklepie; powiada, że coś się wynajdzie dla przyszłych pokoleń. Jego dziadek przeżył życie bez prądu to on dla odmiany musi siedzieć cały dzień w świetle 8 jarzeniówek nad głową. W punkcie oligocenki są dwa okna i drzwi oszklone, ale w południe świecą się wszystkie światła a dyżurująca pani czuje się zdezorientowana, bo starsze osoby z kolei mówią żeby palić, wszak dziś jest przecież pochmurno. Zgasiła przy mnie światło i, o dziwo, widno było! Fryzjerka tłumaczy, że zawsze się świeci – w drzwiach wejściowych też, a ona tu tylko pracuje, nie jest właścicielem (interwencja poskutkowała o tyle, że zgasło światło w drzwiach nazajutrz). Ulice, puste wieczorem w stolicy niczym w godzinę policyjną stanu wojennego, są białe od witryn i latarni: latarnia przy latarni; nie widać gwiazd.
Zalewa nas nie tylko światło, ale i plastik, i krew nas zalewa. Mleko w podwójnym plastiku: do wyboru – w torebce lub kartonie z plastiku – plus obligatoryjna jednorazowa reklamówka z plastiku, by klient się nie obraził. I główka czosnku w reklamówce, by klient się nie obraził i pudełko zapałek i grzebień. I śledź, i śmietana… i batonik. Pozostało już tylko chleb i wino zmieszać z plastikiem. Jak przed wyprawą na biegun, do dżungli. A potem wszystkie plastiki do kubła na śmieci i do zsypu, no bo kto by się przejmował, jak mówi sąsiadka, emerytowana nauczycielka. No i przemęczał myśleniem, chodzeniem…
A na wsi wyrzuca się po staremu do lasu, bo – jak twierdzi sołtys – pieniędzy na śmietnik, czy pojemniki brak i w ogóle to miejscowym zwisa, a warszawiak niech se wywozi do miasta, jak taki głupi. Fekalia spuszcza się wprost do rzeki. Nawiasem mówiąc, kanalizację zakłada się na terenach wiejskich po 5 latach od założenia wodociągu; wodociąg ma 75% domów wiejskich a kanalizację tylko 5%; oczyszczalnie obejmują raptem 4,1 % ogółu ludności wiejskiej. W Polsce na 20 tys. wysypisk złożonych jest ponad 4 mld ton śmieci a co roku przybywa 12 mln ton. (wg Biuletynu Polskiego Klubu Ekologicznego, I.2002 r.)
To jakiś masowy obłęd. Jakaś epidemia. Jedna z wielu chorób cywilizacyjnych. Przejedzenie obok przegrzania. Bezmyślność obok bezsilności. Oto niespodziewana odmiana zła: marnotrawstwo. Dżuma, barbarzyństwo dwudziestego pierwszego wieku. Kto za to zapłaci? Na pewno nasze pokolenie nie musi się jeszcze martwić o energię. W wiadomościach tv podano, że jeszcze tylko jeden wiek ludzkość będzie cieszyć się złożami węgla kamiennego i ropy naftowej (inne źródła mówią o 40 latach). Trwają rozpaczliwe poszukiwania odpowiedniego zastępnika. Również do samochodów. A tu każdy Kowalski ma potrzebę posiadania auta, wożenia swego pojedynczego ważnego tyłka do pracy. Słoma, wierzba, wiatr i śmieci to tylko namiastka. Plastikowy człowiek nie myśli o przyszłych pokoleniach. Mówi o zastępniku, że coś się wynajdzie, że dla nas (!) starczy… a jeśli jednak się nie wynajdzie? I pomyśleć, że światło zabłysło ledwie wiek temu! A wydaje się, że było zawsze i będzie na wieki. Za 20 lat będzie nas 1,5 mld więcej i każdy będzie potrzebował pożywienia, elektryczności i wody. Zastanówmy się, czy za 20 lat nie będziemy musieli chodzić spać z kurami. Czy nie zaleją nas fekalia. Czy konsumpcja nas nie wykończy. A potem, cóż, przeprowadzka na Marsa.
Zwracanie uwagi ludziom, to w ich oczach świrowanie (dawniej – donkiszoteria). Czy jest konieczne zakładanie (elitarnych?) stowarzyszeń ludzi wrażliwych, mądrych i myślących. Bo przecież bezmyślnym życiem żyć człowiekowi nie warto.
Nie czekając na totalne oświecenie umysłów trzeba tymczasem wprowadzać akcje: – na przykład nalepki na drzwi: Zgaś światło w dzień. Nie będzie nas – będzie plastik. Plastik na wieki wieków. Nie bierz reklamówki…
My, jako humaniści i ekolodzy dopominamy się o wzgląd na wartości pogańskie, jakże ściśle powiązane z przyrodą! Bo poganie w sposób oczywisty szanowali przyrodę. Widać z tego co się dzieje w naszym kraju, że nie dorośliśmy nie tylko do wartości chrześcijańskich. Przy okazji, korzenie Europy są pogańskie właśnie, tak jak i oświeceniowe, i judeochrześcijańskie, i protestanckie, i hellenistyczne, i rzymskie, są po prostu różnorodne, tak jak przyroda. A w tym i Europy i tejże przyrody piękno.
- Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować.
