media społecznie zaangażowane

Politycy chcą więcej dzieci

Bożena Kucner
21 lutego 2005

Jan Rokita podaje w Metrze z 21 stycznia, że zebrał najlepszych demografów i przekonał się, że jest gorzej niż nam się wydaje, bo: mamy ujemny przyrost naturalny, a na dodatek w ostatnich latach milion Polaków wyjechało na stałe z Polski. Do tego bezrobocie sięgające 35% wśród ludzi w wieku 15-25 lat, czyli dzieci ostatniego wyżu lat 90. I tu następuje ciekawa konkluzja: „Skoro nikt nie potrafi zagospodarować tego przewidywalnego efektu, jeszcze trudniej będzie zaradzić skutkom długotrwałego niżu”. (???)

Oto mamy próbkę myślenia, która jest zniewagą dla logiki i zdrowego rozsądku: Rokita ubolewa, że nas ubywa, martwiąc się jednocześnie bezrobociem. A przecież skoro jest nas mniej, to bezrobocie też będzie mniejsze!!! W ten sposób łatwiej będzie utrzymać starych ludzi, którzy żyć będą zresztą coraz krócej z powodu epidemii chorób cywilizacyjnych.

Lech Kaczyński i Roman Giertych również się tym zamartwiają i chcą zachęcić do rodzenia dzieci proponując jednorazowy zasiłek becikowy: 1500 (a nawet 5 tys. zł, jak chcą radni z LPR). Jaka szkoda, że nie z własnej kieszeni szlachetnych i wytwornych polityków, a z kieszeni podatnika, którego nie stać na własne dzieci. Jeśli naprodukuje się w ten sposób nowych obywateli, to przecież można będzie ich upchnąć pierwej w domach dziecka, no a potem w więzieniach, które sobie sami wybudują, w myśl filozofii Lecha K: prawo i pięść, pardon, prawo i sprawiedliwość.

Przecież lepiej przeznaczyć te pieniądze na dzieci już narodzone, likwidując – nieefektywne również pod względem finansowym – domy dziecka, a tworząc zdecydowanie bardziej sensowne również z ekonomicznego punktu widzenia rodziny zastępcze i rodzinne domy dziecka.

Panowie politycy przedstawiają tylko część prawdy, a to, że nie biorą pod uwagę aspektu ekologicznego, dyskwalifikuje ich w pełnieniu ważnych funkcji państwowych. Nie rozumieją oni bowiem zagrożenia dla przetrwania życia na planecie, w tym dla nas, Polaków. Płynie ono z przeludnienia Ziemi – ze strony ludzi biednych i ciemnych i nadmiernej konsumpcji – ze strony ludzi bogatych. Inne zagrożenia: nędza, głód, bezrobocie, bandytyzm, terroryzm są ich pochodnymi.

Trzeba, by jakaś komisja zbadała szlachetnych pomysłodawców i wydała urzędowe orzeczenie o ich poczytalności.

Otóż zdaniem wybitnych przyrodników (prof. Ludwik Tomiałojć i Zbigniew Witkowski – PAN), jeśli ludzkość ma przetrwać, to chodzi raczej o to, by przyszłym pokoleniom ograniczyć możliwości pojawienia się na świecie. „Wystarczy tak regulować liczbę poczęć, by była mniejsza od liczby zgonów. Niektórzy demografowie twierdzą, że tendencja wzrostowa została zahamowana. Jednak prawem inercji (dużo rodzi dużo [to jest wielkie populacje rodzą wielką liczbę dzieci: Chiny, Indie, Afryka – przyp. B.K.]) na efekty zmian w skali globalnej trzeba poczekać przez co najmniej stulecie.” „Szacuje się, ze w 2050 roku liczba ludności planety podwoi się. Jeśli przeludnienie nie będzie ograniczane, to planeta ulegnie nieodwracalnej degradacji, a ludność doświadczy nędzy, głodu i wszelkich chorób. Żadna sprawa nie jest obecnie ważniejsza”- tak sprawę widzi dr n. med. Leonard Hayflick w Jak i dlaczego się starzejemy (KiW, 1998). Jeszcze 2 tys. lat temu Ziemia liczyła 20 mln mieszkańców, to jest tyle ile dziś mieszka w miastach: Meksyk, Bombaj. Obserwuje się eksplozję przeludnienia: światowa populacja powiększa się co dwa dni o liczbę mieszkańców San Francisco, a w USA populacja powiększa się co roku o czterokrotność mieszkańców Waszyngtonu.

„Ludzkość jest zagrożona tym, że zniknie w ciągu jednego lub dwóch pokoleń, a nie swoją niezdolnością do rozmnażania się (Germaine Greer, Kobiecy eunuch, Rebis, 2001).

Polska się starzeje, ale należymy do krajów dość młodych: statystyczny Polak ma 35 lat. Pod względem liczby ludności jesteśmy w świecie na 29 a w Europie na 8. miejscu. Szwecja, znana jako kraj dobrobytu jest większa od Polski, a ludności ma mniej od nas około 5 razy; jeśli chodzi o jakość życia mierzoną indeksem rozwoju ludzkości, Szwecja jest na 6, a my na 43. miejscu w świecie. W światowych rankingach Szwecja jest krajem, w którym od dawna utrzymuje się najwyższy odsetek osób powyżej 65 roku życia, i jest na 2. miejscu pod względem długości życia (po Japonii), ze średnią wieku 40 lat, natomiast pod względem aktywności zawodowej Szwecja jest na 25. miejscu i ma 49% zatrudnionych, a my na 45. miejscu z około 40% zatrudnionych – wg Świat w liczbach 2002, The Economist. W 2002 r. w Polsce było około1,5 mln bezrobotnych absolwentów, czyli ludzi, którzy nie mogli znaleźć pierwszej pracy, a tendencja ta utrzymuje się.

Mam wrażenie, że większość ludzi pogrążona jest w głębokim śnie, konsumpcyjnym śnie. Z włączonym telewizorem, w którym karnawał trwa non stop. Bywa też raz na 2 tygodnie audycja ekologiczna Eko-Europa. Program nadawany jest o 12:20, czyli w samą porę – bo po co kłopotać ludzi wiedzą tajemną – i trwa tylko 20 minut, czyli w sam raz, wszak wiemy jak cenny jest czas antenowy. Pośród radosnych uśmiechów na twarzach ekologów w studiu i muzyczki w tle migawkowych informacji, można było usłyszeć, że konieczna jest edukacja ekologiczna obywateli. Eureka! A tymczasem… Niech żyje bal!