Ekologizm na uczelniach
W
internetowym wydaniu „Recyklingu Idei” można zapoznać się z poruszającym artykułem profesora Ludwika Tomiałojcia pt. Percepcja ekologizmu w Polsce. Artykuł zawiera wiele cennych myśli, porusza wiele wątków, wieje pesymizmem i wezwaniem do działania. O ile można zastanawiać się nad kwestią, czy opisany sposób postrzegania ekologizmu występuje tylko w Polsce, to jednak do pewnej części mam zamiar dodać kilka słów w celu przedstawienia innego – być może szerszego – punktu widzenia. Chodzi mi mianowicie o wynikający z rzekomego anty-ekologicznego podejścia sposób traktowania pewnej grupy studentów kierunków związanych z ochroną środowiska.
Profesor Tomiałojć już wielokrotnie mówił o tym, że uniwersyteccy absolwenci studiów ochrony środowiska nie mogą znaleźć pracy w wyuczonym zawodzie, wskazując jednocześnie na fakt, iż absolwenci podobnego kierunku z politechniki nie spotykają się z takim problemem. Czytałem te wypowiedzi w czasopismach, a także wielokrotnie ich słuchałem na wykładach profesora Tomiałojcia. Miałem przyjemność poznać obydwie koncepcje kształcenia – tę z uniwersytetu i tę z politechniki, więc moja dalsza wypowiedź nie jest czczą dywagacją na poruszany temat, ma ona pewne uzasadnienie w realnym świecie.
Studiując na uniwersytecie bardzo często miałem wrażenie (nieodosobnione), iż nie uczono, jak ochraniać środowisko, skupiając ciężar nauki na przedmiotach dotyczących wiedzy o środowisku (z wszechobecnie panującą tendencją do tego, iż przedmioty są traktowane z tym większym rygorem, im mniej związane są z kierunkiem studiów). Niewątpliwie są one bardzo ważne i nieodzowne w branży „ochroniarskiej”, stanowią jednak jedynie podstawę do praktycznej ochrony środowiska; niestety, zazwyczaj nie kładziono nacisku na przedmioty związane ściśle z nazwą kierunku studiów. Jednocześnie przez cały okres nauki przekonuje się studentów, iż nabyta wiedza otworzy bramy wielu jednostek z branży „ochroniarskiej”. Zapomniano jednak o tym, iż student bez dobrej znajomości prawa środowiskowego, zarządzania bądź instrumentów ekonomicznych ma mniejsze szanse na pozyskanie pracy (to akurat dotyczy także politechniki). Owszem, wiedza potrzebna do dokonywania oceny stanu środowiska zostaje przekazana w stopniu bardzo wysokim. Mam jednak nieodparte wrażenie, iż nie znając podstaw funkcjonowania instalacji przemysłowych nie jest możliwe określenie faktycznego ich oddziaływania na środowisko. Brak znajomości pewnych technik ochrony środowiska utrudnia dyskusję ekologów uniwersyteckich z przedstawicielami przemysłu, nie mającymi pojęcia o podstawach nauk przyrodniczych, czyniąc z tej dyskusji tragifarsę skutkującą podejmowaniem irracjonalnych rozwiązań mających wpływ na podejmowanie decyzji politycznych, gospodarczych czy inwestycyjnych. Przekładając to na skalę makro – utrudnione jest formułowanie polityk i strategii ochrony środowiska na skalę regionalną i krajową. Podejrzewam, iż przyczyną tworzenia pełnych niedorzeczności dokumentów o charakterze strategicznym na skalę kraju bądź województwa jest to, że tworzą je ludzie posiadający szczątkową wiedzę z zakresu nauk o ochronie środowiska.
Absolutnie nie chcę stawać w obronie Politechniki – nie to ma być treścią tego artykułu. Każda z uczelni ma swoje plusy i minusy.
Z tego, co napisałem, może wynikać coś zupełnie innego niż to, co wyrażał w swym artykule profesor Tomiałojć, a mianowicie – może lepiej zatrudnić na stanowisko związane z ochroną środowiska człowieka, który ma otwarty umysł i podstawy wiedzy przyrodniczej, bez patrzenia na to, czy jest on magistrem lub inżynierem.
Miałem przyjemność studiowania z grupą wyjątkowych ludzi, którym wiedza przekazywana na wykładach i ćwiczeniach nie wystarczała. Wzajemna motywacja, pomoc i współpraca sprawiły, że chyba nie było osoby, która by nie uzupełniała wiedzy branżowej poza uczelnią. Dziś skutkuje to wysokim poziomem znajomości problematyki szeroko pojętej ochrony środowiska. Jest to jednak zasługa studentów, a nie uczelni.
Być może treść wyrażona w artykule Percepcja ekologizmu w Polsce byłby bardziej – moim zdaniem – prawidłowy, gdyby zawierał pogląd mogący wyrazić się stwierdzeniem – „nieodpowiedni ludzie na nieodpowiednich miejscach”. Znam wiele przypadków, gdy pracodawcy szukający pracowników ochrony środowiska nie patrzyli na typ uczelni, tylko na faktyczną wiedzę i osobowość pracownika. Nie można mieć pretensji (wyrażonych w przedmiotowym artykule) o to, że absolwenci jednego z kierunków nie mogą znaleźć pracy. Być może należy się przyjrzeć temu, czy wiedza przekazana absolwentowi jest faktycznie istotna, wystarczająca i przydatna na rynku pracy?
- Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować.