Kultury bliskie, kultury dalekie
Recenzja książki Michała Buchowskiego
Pięknie wydana książka w serii Anthropos, kolejna publikacja prof. Michała Bukowskiego, antropologa, wykładowcy na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, a także na Uniwersytecie Europejskim Viadrina we Frankfurcie nad Odrą i w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, stanowi ważny głos w dyskusji na temat możliwości uprawiania antropologii kulturowej w nowym kontekście, jaki wyznacza postmodernizm. Już w tytule Autor sugeruje swoją neomodernistyczną postawą poprzez odwołanie się do idei racjonalności i z tej pozycji relacjonuje debatę antropologów prowadzoną na temat kluczowej kwestii, a mianowicie translacji międzykulturowej. Historycznie rzecz biorąc chodzi o przekład, jaki odbywa się pomiędzy kulturą „nauki”, czyli nowożytnoeuropejską a kulturami plemiennymi. Głównym przedmiotem prezentowanych tu debat jest oczywiście racjonalność. Według mnie jest to pokłosie starego, filozoficznego sporu o powszechniki, osadzonego w nowym kontekście, prowadzonego zajadle w łonie filozofii analitycznej, związanej głównie z obszarem krajów anglojęzycznych.
Potrzebą, z jakiej wyrosła ta publikacja, jest ponowne przyjrzenie się racjonalności. Autor zastanawia się, jak możliwe jest jedno i to samo uniwersum zasad myślenia i działania dla wielości kultur, oraz jak możliwe jest uprawomocnienie tego uniwersum w czasach postmodernistycznego relatywizmu. M. Bukowski zdaje się nie utożsamiać postmodernizmu z duchem czasów współczesnych, jednak daleki jest od ignorowania przemian i dekonstrukcji postmodernistycznych w łonie humanistyki. Jednak – według mnie – uwzględnia on owe przemiany w dość umiarkowanym stopniu. Czyżby była mu bliska tradycja anglosaska, o czym świadczą odbyte przez autora stypendia w kilku uczelniach za granicą, co zaowocowało wielością publikacji, w tym także w języku angielskim? Mówi o tym na początku książki w zgrabny sposób, bez samochwalstwa i fałszywej skromności, w rozdziale zatytułowanym: „Słowo Wstępne. Dzieło i kontekst”.
Mimo sugerowanego – jak je odczytuję – neomodernistycznego stanowiska związanego z tradycja anglosaską, która zdaje się odżegnywać od fanaberii filozofii kontynentalnej, czytałem tę książkę na modłę postmodernistyczną zwracając większą uwagę na marginesy owych wywodów. Otóż, właśnie na marginesie, we wstępie znaleźć można ciekawą myśl, a mianowicie uwagę krytyczną na temat polskiego środowiska antropologów i filozofów. (Prezentowane tu idee tyczą tychże dwóch dyscyplin.) Profesor M. Buchowski dość krytycznie wypowiada się na temat jakości współpracy uczonych w Polsce; najpierw o filozofach pisząc: „Wygląda na to, że polscy filozofowie, tak jak Kartezjusz trzy wieki temu, ufający w pełni swym zmysłom krytycznym, niechętnie lub w ogóle nie sięgają doświadczeń antropologii. […] Różnią się tym nasi filozofowie zdecydowanie od ich zachodnich kolegów, którzy w dialogu takim poszukali inspiracji dla kreowania niekonwencjonalnych idei.” (s.15); a później o antropologach pisząc: „[…] Oczywisty wydałby się fakt, że, stosunkowo nieliczni przecież, antropolodzy polscy stworzą żywą „społeczność interpretacyjną”, która w ferworze dyskusji i poprzez wzajemne inspiracje wykreuje własną dynamikę dyskusji. […] Jak wymagać od filozofów, by powoływali się na dzieła antropologów, skoro etnolodzy często sami przemilczają dzieła ich koleżanek i kolegów po fachu i to w sytuacjach, kiedy traktują o tych samych sprawach, autorach i dziełach, nawet wtedy, gdy po paru latach głoszą podobne idee?” (s. 15).
Oto pierwszy powód, dlaczego książka warta jest przeczytania, nie tylko wówczas, gdy czytelnik jest antropologiem. Właśnie będąc z wykształcenia filozofem, z zamiłowania pedagogiem, a z zawodu nauczycielem, sięgnąłem po tę książkę, aby zapoznać się z dorobkiem dziedziny pokrewnej pedagogice.
Każdą książkę można mierzyć takimi kryteriami jak: oryginalność tematyki, stylu, czy formy, zdecydowane i wyraziste poglądy, duży komponent własnej myśli. Czasami o wartości książki decyduje ciekawy cytat czy idea poboczna, dłuższy passus mający walor dydaktyczny, który mógłby być samodzielnym tekstem. Jednak tę publikację mierzyć trzeba innymi kryteriami. Przede wszystkim odbieram tę książkę jako osobiste zmaganie się Autora z duchem ponowoczesności. Na tym polega zasadnicza wartość tej pozycji będącej ważnym głosem w kwestii prezentowanych problemów antropologii. Istotnym jej walorem jest kondensacja prezentowanych nurtów myślowych antropologii, ułożonych wedle idei przewodniej, jaką jest zasada uniwersalizmu fundamentów kultury kontra partykularyzm, czyli relatywizm kulturowy. Z tego powodu metanarracja zajmuje sporo miejsca w tej publikacji. Autor miejscami zdaje się występować jedynie w roli prezentera, natomiast dość skromnie prezentuje swoje stanowisko. Brakuje mu charyzmatyczności przywoływanego Ernesta Gellnera, ale odznacza się talentem badawczym jak i przede wszystkim dydaktycznym. Stanowisko Autora, zwane tutaj pragmatyzmem, wydaje się być dość zachowawcze. Odczytuję to jako rodzaj uniku w obawie przed wyrazistym rozstrzygnięciem. W gruncie rzeczy Autor broni stanowiska modernistycznego i mimo swej erudycji i kompetencji nie czyni z tej publikacji wyrazistej konstrukcji myślowej. Poza tym trzeba przyznać, że Autor pisze zrozumiałym językiem. W jego stylu nie ma nonszalancji wobec czytelnika. Wręcz przeciwnie, cechuje go serdeczność skierowana do odbiorcy. Czytelności i uczciwe wyłożenie intencji jest kolejnym atutem tej pracy, która stanowić może pewien wzorzec ekspozycji badań. Już od słów wstępu i wprowadzenia książka stanowi zaproszenie do wspólnego wędrowania po meandrach myśli, po międzydyscyplinarnych tropach, przede wszystkim filozofii i antropologii kulturowej. I dlatego też stanowi fachowe zaproszenie do poznawania dziedziny, tak mało znanej, a jakże fascynującej.
W czterech częściach, które kolejno opatrzone zostały tytułami: „Przybliżenia”, „Propozycje”, „Krytyka” i „Zastosowanie” dokonuje skrótowej prezentacji problematyki racjonalności w łonie antropologii. I tak wyłożywszy krótko genealogię dziedziny zaczynając od Bartolomeo de las Casas, M. Buchowski przedstawia w zwięzłych podrozdziałach, zaopatrzonych komunikatywnymi nagłówkami, zmaganie antropologów „z przedsądzeniami etnocentryzmu” (s. 290). Następnie zarysowuje istotne problemy związane z opozycją: uniwersalizm – partykularyzm. W wielkim uproszczeniu chodzi o to, czy wszyscy ludzie podzielają wspólne zasady myślenia (uniwersalia), czy każda kultura wytwarza specyficzne cechy ludzkie, a zatem rządzi się odmienną racjonalnością. Po czym w kolejnym rozdziale odnajdujemy dzisiejszy stan debaty.
Samą esencję tej publikacji stanowi antynomia: racjonalizm vs relatywizm, której deskrypcja – wedle słów Autora – wskazuje, że tak naprawdę chodzi o uniwersalizm kontra partykularyzm. Sama opozycja, tak odszyfrowanej aporii, zawiera w sobie jeszcze inne zagadnienie, a mianowicie: realizm. Zostało to syntetycznie wyłożone na stronach: 48. i 49. w tych oto słowach: „[…] w ujęciu uniwersalistycznym (podkreślenie autora) mamy do czynienia z rodzajem normatywnego, wrodzonego, wartościującego poznawczo rozumienia racjonalności. Przeto, uniwersaliści są jednocześnie obiektywistami, ponieważ muszą zakotwiczyć swoje stwierdzenia w czymś zewnętrznym, w jakimś obiektywnym fundamencie. […] Stosowane prze nich pojecie racjonalności jest wyartykułowane w ramach ‘gry kulturowej’ badaczy, zaś jej kryteria używane jako wspólna miara dla racjonalności osób żyjących w jakiejkolwiek kulturze. Ujęcie partykularystyczne (podkreślenie autora) zaprzecza możliwości osiągnięcia wspólnych standardów racjonalności, w szczególności tych, wypracowanych w ramach nauki. Każda, inspirowana przesłankami racjonalistycznymi, próba oceny sposobów myślenia innego od europejskiego, z pomocą jego miary, traktowana jest jako przypadek absolutyzacji nowożytnej konwencji Zachodu.”
Zacytowane tu zdania oddają istotę problemu prezentowanego w tej publikacji. Jego źródeł upatrywać trzeba ciekawych przemianach, jakie zaszły w obrębie samej filozofii. Przede wszystkim podważony został kartezjański paradygmat poznania, zaś badania antropologów kultury, ich nieustanne stykanie się z innymi społeczeństwami, dostarczyły empirycznych podstaw dla takiej przemiany. Uświadomiono sobie i zarazem wykazano fakt wielokulturowości jako niedostrzeganego do tej pory czynnika epistemologii. A zatem to, co racjonalne z punktu widzenia Europejczyka, nie koniecznie musi takie być w obrębie innych społeczeństw. Co najważniejsze: „Filozofowie zaczęli powoływać się na przykłady antropologiczne, zaś antropolodzy – wypowiadać na tematy ongiś, i pozornie jedynie, zastrzeżone dla filozofów.” (s. 10). To obaliło mit jednego dla wszystkich podmiotów modelu świata. A zatem mocny racjonalizm (uniwersalizm) nie był już odtąd do utrzymania. Relatywizm musi być brany pod uwagę. To, do jakiego stopnia, to już odmienna sprawa i stąd spór w łonie antropologii, która zmaga się z istotną rzeczą, a mianowicie z kształtem translacji międzykulturowej. Dlatego też Autor pisze, że trzeba liczyć się, iż „[…] żyjemy w różnych i niewspółmiernych światach kreowanych przez odmienne kultury. Każde społeczeństwo wytwarza własną prawdę o świecie, określoną przez swe szczególne zasady ‘gry myślowej’. Być może jesteśmy w stanie opisać inne systemy wierzeniowe, ale nie potrafimy adekwatnie ich przełożyć na język naszych pojęć czy też porównać, w pełni uzasadniony sposób, z naszymi przedstawieniami świata.” (s. 18).
Wracając do omawianej konstrukcji recenzowanej tu publikacji, Autor w prezentacji sporów i antynomii antropologicznych rozdziela modłę modernistyczna i postmodernistyczną, aby wreszcie przedstawić próby konsensusu, które przebrzmiewają w takich stanowiskach jak: paralelizm Hortona, dualizm Tambiaha i konteksualizm Hansona. Oczywiści dokonuje krytycznej oceny tychże teorii. W ostatniej części książki zajmuje się rolą metafory i metonimii w przekładzie międzykulturowym, by wreszcie na sam koniec zaprezentować swoje stanowisko opatrzone etykietą „zrelatywizowane założenie o racjonalności”.
W tak ułożonym wywodzie, jakby na marginesie, znajduję pożywkę dla przemyśleń ważnych dla pedagoga. Autor, bowiem czyni cenną uwagę o kulturze w tych słowach: „Kultura nie tworzy jednak zwartej całości, lecz jest nieciągła i jednocześnie jest polem zmagań różnych dyskursów. Źródłem konfliktów jest nie tyle zróżnicowanie kulturowe, co heterogeniczność kultury, która na wszystkich poziomach, w tym bardzo lokalnych, tworzy różne perspektywy. Skłania to do pomniejszania rangi odmienności różnic międzykulturowych i wewnątrzkulturowych.” (s. 69) Zacieranie różnic w tych dwóch horyzontach (między- i wewnątrzkulturowym) rodzi ważną kwestie, czy aby translacja między(wewnątrz)kulturowa nie jest istotnym elementem edukacji. Odmienność dziecka, a szczególnie nastolatka zanurzonego w swoim świecie, który w swej dynamice i racjonalności nawiązuje do kultur prefiguratywnych, jest obecnie tak duża, że bez namysłu nad adekwatnym przekazem i komunikacją pomiędzy kulturami (subkulturami) nie można marzyć o dobrej edukacji. Taka myśl zrodziła mi się w głowie podczas lektury tej książki. Poza tym lektura tej pozycji skłania do uważnego przyjrzenia się „etnocentrycznym”, a przynajmniej zawodowym przedsądom, temu jak funkcjonujemy w kulturze, jaką edukację my pedagodzy i nauczyciele oferujemy i jak porozumiewamy się z młodymi ludźmi. Założenie, że wszyscy dzielą tą samą przestrzeń uniwersaliów organizujących świat, jest mylne. Tym bardziej, że żyjemy zarówno po wieku XIX – wieku wynalezienia dzieciństwa, dostrzeżenia dziecka jako Innego, i po wieku XX – okresie zachłyśnięcia się młodością, co przybrało formę ukształtowania się subkultur młodzieżowych, a zatem dalszego i zasadniczego różnicowania się młodych od dorosłych. Grupowy etos młodzieżowy, wzmacniany przez nowe media, już nie tylko stanowi poważną konkurencję dla kultury kanonicznej, edukacyjnej, ale w istotny sposób odstaje od niej. Tymczasem edukacja szkolna – tak jak ją postrzegam – przesiąknięta jest założeniem sztywnego uniwersalizmu, to znaczy przeświadczenia o podzielaniu tej samej wizji świata przez ucznia i nauczyciela. Nie ma nic bardziej mylnego. Dlatego swoistym przekładem międzykulturowym jest proces kształcenia, wychowywania oraz pomagania. Co prawda, w pierwszym rzędzie chodzi tutaj o akulturację, czyli wprowadzenie w kulturę wysoką, co nie oznacza to, że umysły uczenia jest tabula rasa i że owe wprowadzenie odbywa się gładko i bez nieporozumień.
Wśród siedmiu typów racjonalności, które M. Buchowski wymienia za Mario Bungiem, racjonalność wartościująca jest szczególnie ważna w tego typu translacji, i jest nie do końca rozpoznaną kością niezgody pomiędzy stronami procesu wychowywania i kształcenia, jaki odbywa się w szkole. Ponadto nie trzeba wyjeżdżać na dalekie wyspy by odczuć różnicę światów kulturowych i by przekład międzykulturowy (względnie wewnątrzkulturowy) był istotny w komunikacji. Przykładem tego są kolejne konflikty zbrojne w wielu zakątkach świata. Niemalże każda wiadomość z frontu w Iraku, czy wcześniej z Afganistanu, opatrzona jest obszernym komentarzem arabistów i orientalistów, którzy dokonują przecież niczego innego jak pośpiesznej translacji.
Kolejną sprawą, która przykuła moją uwagę podczas lektury tej książki jest fakt, że Autor szeroko eksponuje poglądy Ernesta Gellnera, zagorzałego przecież przeciwnika postmodernizmu. Choć Autor jest wnikliwym badaczem czyichś poglądów i stara się być bezstronnym świadkiem prezentowanych stanowisk umiejętnie tkając swój tekst z cytatów i przywołań, wykazując się przy tym przenikliwością w odczytywaniu myśli innych antropologów, czasami jednak zdaje się utożsamiać z poglądami przedstawianego myśliciela. Czasami nie wiadomo, kto mówi. Przykładem tego jest zdanie: „Postmodernizm daje się sprowadzić do kilku haseł – w rodzaju: hermeneutyka, polifonia znaczeń, dekonstrukcja, subiektywność i wielogłosowość.” (s. 86). Choć zdanie to pojawia się przy okazji poglądów Gellnera, to jednak nostalgia za utraconym czasem i porządkiem sprzed postmodernistycznego przełomu przebija jakby z tła tej wypowiedzi tylko pozornie przypisanej Gellnerowi. To daje wyobrażenie jak nie łatwym zmaganiem jest uporanie się z najbardziej postnym ze wszystkich postów (trawestacja cytatu z książki Bogdana Barana1), czyli wkradającym się końcem projektu modernizmu na rzecz – wedle słów Gellnera – chaosu i paplaniny postmodernistycznej.
Trzeba przyznać, że choć Autor unika radykalnych rozstrzygnięć, to jednak próbuje uczciwie zmierzyć się z ponowoczesnym „rozcięciem”2. Co prawda nie wynika jasno z jego pracy, iż każda kategoria w perspektywie ponowoczesnej epistemologii nie jest jednoznaczną, jest migoczącą, której zakres „ruchu” ująć można w binarnym określeniu. Natomiast jego wywody zdają się sugerować, że jest uwikłany w statycznym modelu wiedzy. Tworzenie wiedzy, w tym także wiedzy w obrębie antropologii kulturowej, nie jest wykuwaniem domkniętego systemu, raz na zawsze ustalonego. Czy jednak Autor odwołuje się do pulsującej kategorii racjonalności (to jest uniwersalizmu zasad myślenia i działania wspólnego dla ludzkości) prezentując swoje stanowisko na stronie 204, gdzie eksponuje trzy jej wyróżniki: pragmatyczność, kontekstowość i zrelatywizowanie? Nie jest to dla mnie jasne. W każdym razie jak sam pisze: „Wynika z tego, że nie podzielam tak naprawdę stanowiska żadnej ze stron sporu, a jednocześnie akceptuję wybrane argumenty, które znaleźć można w każdym obozie” (s. 205). Tak czy owak, dyspersja sensu racjonalności w kontekście translacji międzykulturowej jest nazbyt oczywista, co po mistrzowsku ukazuje w szeregu odsłon, tak w porządku genetycznym jak i logicznym.
W tym miejscu chciałbym zwrócić uwagę, że jednym z ciekawszych pobocznych wywodów Autora jest przypomnienie różnicy między magią ludów pierwotnych a magią renesansową, która jest prototypem poznania naukowego. Śpieszę się przypomnieć, że idea tę odnaleźć można w pismach C. G. Junga, który dokonał dogłębnych badań nad alchemią. Pisze on tak: „[…] to alchemia jest bowiem matką istotnych treści myślowych i substancjalnego myślenia nowożytnego przyrodoznawstwa, a nie scholastyka, której w gruncie rzeczy zawdzięczamy tylko dyscyplinę i trening intelektu”3.
Jak widać doskonale Autor poprzez swoją erudycyjną publikację pomaga czytelnikowi dokonać osobistej pracy intelektualnej, niejako tworzyć swój tekst. Lektura tej książki uświadomiła mi, że różnica między translacją międzykulturową a wewnątrzkulturową zaciera się. Globalizacja uniformizuje różne lokalne kultury, zaś w ramach globalnej kultury dokonują się zróżnicowania innego typu, choćby subkulturowe, często nie do końca rozpoznane. A to jest ważne dla edukacji. Czytając o odmiennej racjonalności Dzikich uświadamiałem sobie, że przed podobnym dylematem stoi nauczyciel. Z początku zdziwiony i zgorszony jest logiką ucznia, przyrównywanego często do dzikusa, z czasem musi uznać swoistość jego idiomów i dokonać dekonstrukcji uniwersalności przekazu pedagogicznego.
Reasumując, trudno dziś mimo globalizacji mówić o homogeniczności kultury. M. Buchowski poprzez swoje wywody, chcąc nie chcąc, demaskują próbę narzucania jednej, paneuropejskiej wizji kulturowej. A z uwagi na to, że lokalność oraz heterogeniczność jest perspektywą ponowoczesnej epistemologii i stanem ducha czasów współczesnych, obawiam się, że tak istotne pytanie: „Czy istnieje wiedza fundamentalna?”, umiejscowione w treści książki, jako jeden z jej podrozdziałów (s. 80-83), pozostaje bez prostej, jednoznacznej odpowiedzi.
Michał Buchowski, Zrozumieć Innego. Antropologia racjonalności, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2004.
1. Bogdan Baran, Postmodernizm i końce wieku, Inter Esse, Kraków 2003 r, s. 9
2. Naczelną kategorią postmodernizmu jest dekonstrukcja, którą Paul de Man definiuje jako mająca na celu „ujawnienie skrytych artykulacji i podziałów wewnętrznych monadycznych rzekomo całości.” (Bogdan Baran, Postmodernizm i końce wieku, Inter Esse, Kraków 2003 r, s. 148)
3. C. G. Jung, Aion. Przyczynki do symboliki Jaźni, przeł. Robert Reszke, WROTA, Warszawa 1997, s.198
- Zaloguj się lub załóż konto, by skomentować.