media społecznie zaangażowane

Patent na życie

Kazimierz Turaliński
30 sierpnia 2005

Kodeks Karny Art. 26. § 1: „Nie popełnia przestępstwa, kto działa w celu uchylenia bezpośredniego niebezpieczeństwa grożącego jakiemukolwiek dobru chronionemu prawem, jeżeli niebezpieczeństwa nie można inaczej uniknąć, a dobro poświęcone przedstawia wartość niższą od dobra ratowanego”.

§ 2: „Nie popełnia przestępstwa także ten, kto, ratując dobro chronione prawem w warunkach określonych w § 1, poświęca dobro, które nie przedstawia wartości oczywiście wyższej od dobra ratowanego”.

Prawodawstwo cywilizacji zachodu uznaje ludzkie życie za najwyższą i jako taką niepodważalną wartość. Jeśli na przeciwległych szalach płonącej wagi umieścimy worki wypełnione dolarami i umierającego człowieka, alkoholika, który połowę życia poświecił na katowanie rodziny, żaden policjant nie podejmie się ratowania pieniędzy. Nie zmieni tego żaden rozkaz, żadna wartość nominalna waluty. Najważniejsze jest ludzkie życie.

Bez wątpienia prowadząca do śmierci lub trwałego uszczerbku na zdrowiu nieleczona choroba jest bezpośrednim niebezpieczeństwem godzącym w tą najwyższą wartość. Nie ma innej metody, by zwalczyć mikroskopijnego wroga – nie można uciec, zastraszyć go czy negocjować. Wartość leku, tak jednostkowa materialna, jak i ogólna (patent) nijak nie odzwierciedla wartości oczywiście wyższej od dobra ratowanego – życia i zdrowia chorego. Jednak każdego dnia umierają ludzie, tak w Polsce jak i Etiopii, Nigerii, Rosji. Wszędzie znajdą się bowiem tacy, z własnej winy lub niezależnych przyczyn losowych, nie zdolni do poniesienia kosztów leczenia. Rak, AIDS, cukrzyca, wady genetyczne, choroby układu krążenia. Wszystkie w jednym szeregu równo powodują śmierć. Leczenie każdej z nich jest kosztowne. W dużej mierze nawet osoby ubezpieczone nie mogą liczyć na pełną refundację nowoczesnych skutecznych leków, co na starcie skazuje je na powolne umieranie. Świadomość zbliżającego się końca nie byłaby jednak aż tak tragiczna, gdyby nie towarzysząca bezsilności wiedza, że lek stoi na półce apteki.

Kontratyp to okoliczność wyłączająca odpowiedzialność karną sprawcy, sytuacja, która pomimo zewnętrznych znamion czynu zabronionego przestępstwem nie jest. Art 26 KK przedstawia taką okoliczność – tzw. „stan wyższej konieczności”. Gdy nie ma innego sposobu uniknięcia zagrożenia, można przekroczyć pozornie granicę przestępstwa – na przykład siłą odebrać telefon komórkowy protestującemu przechodniowi, by wezwać pogotowie do umierającego człowieka.

Czy zatem można uznać kradzież leku za przestępstwo nie korzystające z ochrony w/w paragrafu? Z pewnością tak – jeśli chory otrzymałby specyfik w szpitalu bez konieczności natychmiastowej zapłaty, dostępny byłby lek analogicznej skuteczności lub potrzeba jego przyjęcia była wyimaginowana. W wielu jednak przypadkach jedynie brak pieniędzy uniemożliwia skuteczną kurację. Korporacje inwestują miliony dolarów w produkcję coraz doskonalszych leków, tylko po to by pieniądze mnożyły się w tempie geometrycznym. Z finansowego punktu widzenia lepiej leczyć 1 procent chorych – finansową elitę zdolną zapłacić wiele tysięcy za jedną dawkę leku, niż upowszechnić go dla szerokich mas za ułamek tej kwoty. W księgach rachunkowych brak miejsca na człowieczeństwo i moralność.

Kodeks Cywilny Art. 5: „Nie można czynić ze swego prawa użytku, który by był sprzeczny ze społeczno-gospodarczym przeznaczeniem tego prawa lub z zasadami współżycia społecznego. Takie działanie lub zaniechanie uprawnionego nie jest uważane za wykonywanie prawa i nie korzysta z ochrony”.

Kilka tygodni temu rząd Brazylii postawił ultimatum koncernowi farmaceutycznemu Abbot – producentowi leku przeciw AIdo spraw Jeśli ten nie udostępni licencji jego wytwarzania, państwo złamie międzynarodowe prawo patentowe i rozpocznie masową produkcje bez zezwolenia. Żądanie poparła Światowa Organizacja Handlu.

Powodem interwencji władz Brazylii była niezwykle wysoka cena nowoczesnego medykamentu. Dalece poza możliwościami finansowymi potrzebujących Brazylijczyków, których liczba szacowana jest na kilkadziesiąt tysięcy. Koncern postanowił jednak prawo do życia udostępnić jedynie garstce najbogatszych.

Kodeks Karny Art. 162. § 1: „Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy, mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Nasz krąg kulturowy oparty na zasadach moralnych nauk chrześcijańskich i dekalogu kultywuje życie jako najwyższą wartość. Natomiast w państwach totalitarnych najwyższą wartością staje się wódz, partia, wojsko. W kręgach wszelkiego typu ekstremistów jedyny cel trwania jednostki to abstrakcyjna idea i dążenie za wszelką cenę do jej urzeczywistnienia. Tam pogarda dla życia jest akceptowana i popierana, u nas nie.

Pojawia się więc pytanie dlaczego miliony ludzi muszą umrzeć? Od mieszkańców czarnej Afryki po pacjentów polskich szpitali. Koszt produkcji leku na AIDS to niewielki procent jego ceny detalicznej. Zapotrzebowanie jest ogromne, zbyt minimalny, zyski krociowe. Nikt nie wymaga od producentów altruizmu i pracy w czynie społecznym. Godziwie wykonana praca zasługuje na godziwe wynagrodzenie. Lecz płynna granica pomiędzy uczciwym zyskiem a bezgranicznym i nieuzasadnionym ściąganiem ogromnego haraczu od życia zbyt często jest przekraczana. Czy więc można pozwolić, aby wolny rynek reglamentował unikatowy towar jakim jest życie? Zarówno prawo, jak i wartości moralne zajmują oczywiste stanowisko w sprawie. Teraz kolej na ludzi.