media społecznie zaangażowane

Pamięć Auschwitz: Dlaczego tutaj?

Jonathan Webber
25 stycznia 2005

Auschwitz jest zdecydowanie największym miejscem masowej zbrodni popełnionej w okresie drugiej wojny światowej. To największy na świecie cmentarz, na którym spoczywają szczątki znacznie ponad miliona ludzi: mężczyzn, kobiet i dzieci zamordowanych w imię ideologii państwowej. Ich ciała wepchnięto do gigantycznych pieców, a ich popioły zrzucono do pobliskich rzek i stawów lub po prostu rozsypano na sąsiadujących z obozem polach. Widoczna skala tych okrucieństw, przerażające uprzemysłowienie masowej zbrodni dokonanej przy pomocy trującego gazu, systematyczny rabunek osobistej własności – wszystko to, i wiele więcej, słusznie potwierdza, że Auschwitz jest niezmywalną plamą na moralnej historii ludzkości oraz na społecznej i politycznej historii Europy.

Nie jest zatem trudno zrozumieć dlaczego wyzwolenie Auschwitz, które nastąpiło 27 stycznia 1945 r, jest wydarzeniem o szczególnym znaczeniu, zasługującym na poważne i pełne refleksji upamiętnianie. Jednak na ile Auschwitz stanowi adekwatny symbol toalności zbrodni Holocaustu, która pozbawiła życia sześć milionów ludzi, a także jako symbol wojennej śmierci wielu milionów członków innych europejskich populacji (w szególności Polaków, Cyganów i Rosjan)? Co z pięcioma innymi obozami zagłady, zbudowanymi przez Niemców w okupowanej Polsce: w Treblince, Bełżcu, Majdanku, Sobiborze i Chełmnie? Wielu ludzi nigdy o tych obozach nie słyszało. Jak to możliwe?

Krótka odpowiedź brzmi: to, co większość ludzi wie na temat Holocaustu, pochodzi w ogromnym stopniu od ocalałych. Czynimy całkowicie słusznie, słuchając ich głosów, z szacunku dla zmarłych i ze współczuciem dla cierpienia tych, którym udało się to wszystko przetrwać. Auschwitz miał 40 podobozów, stanowiąc ogromną więzienną przestrzeń zamieszkiwaną przez robotników przymusowych; największy z tych obozów, w Brzezince, znajdował się obok komór gazowych. Oznaczało to, że jeśli po przybyciu na miejsce osoba deportowana była zesłana do któregoś z oświęcimskich obozów pracy a nie do obozu ulokowanego przy komorach gazowych, istniała możliwość, że przetrwa wojnę. Zupełnie inaczej w Bełżcu, gdzie nie było obozu pracy. Około pół miliona Żydów zostało tam zamordowanych, na kawałku ziemi niewiele większym od trzech czy czterech boisk piłkarskich; wiadomo o mniej niż 10 osobach, które przeżyły. Ponad dwukrotnie więcej ludzi zostało zamordowanych w Auschwitz, jednak dziesiątki tysięcy przetrwały dzięki zesłaniu do któregoś z obozów pracy. Było wystarczająco wielu ocalałych z Auschwitz, aby ich historia mogła być opowiedziana światu. Wielu z nich wciąż żyje (około 150 osób w samej Wielkiej Brytanii), podczas gdy z Bełżca mamy jedynie dwa świadectwa, a ich autorzy od dawna nie żyją. Nic dziwnego, że tak niewielu ludzi słyszało o obozie w Bełżcu.

Ponad sto budynków obozu w Auschwitz przetrwało w stanie nienaruszonym, obok ruin komór gazowych, które oglądać mogą odwiedzający teren byłego obozu. Nic, oprócz pomników, nie pozostało z obozów w Bełżcu czy Treblince. Obiekty w Auschwitz natomiast przetrwały jako muzeum sponsorowane przez rząd polski, zatrudniające dziś 200 osób, w tym badaczy-historyków, którzy opublikowali w sumie ponad 400 pozycji w wielu językach. W Treblince, gdzie zamordowano 800 tysięcy ludzi, nie ma muzeum.

Auschwitz był również obozem bardziej międzynarodowym niż inne: deportowano doń ludzi z całej Europy, od Norwegii aż po grecką wyspę Rodos. W całej Europie pamięć tego obozu, usytuowanego obok polskiego miasteczka, żyje więc dalej, jako przerażające przypomnienie zła popełnionego przez niemieckie siły okupacyjne.

Podczas wojny nazwę Oświęcim znano w Polsce dobrze: był to obóz, do którego wysyłano polskich intelektualistów, księży, członków ruchu oporu, a także zwykłych Polaków aresztowanych w ulicznych łapankach. Około 75 tysięcy etnicznych Polaków zostało tam zamordowanych. Ich rodziny wiedziały gdzie się znajdowali, gdyż mogli wysyłać im pocztówki, a nawet paczki z żywnością. Oświęcim stał się synonimem horroru okupacji; nie dziwi zatem, że po wojnie władze komunistyczne zachowały to miejsce jako przypomnienie zła wyrządzonego przez faszyzm, a wizyta w obozie stanowiła obowiązkową część programu szkolnego.

To niektóre z powodów, dla których obóz w Auschwitz jest tak dobrze znany. Ale siła i brutalność Holocaustu wykracza daleko poza Auschwitz, w którym śmierć spotkała nie więcej niż jedną czwartą z sześciu milionów żydowskich ofiar. Prawdopodobnie tyle samo Żydów zostało zamordowanych przez bataliony egzekucyjne, a zwłoki wrzucono do masowych grobów – w Europie wschodniej dotyczy to tak wielu setek miejsc, że nazwisk tych osób nie poznamy już nigdy. Podobnie jak nie poznamy nazw gett, do których siłą zapędzono Żydów, trzymając ich tam najczęściej w straszliwych warunkach, zanim zostali posłani na śmierć. Nigdy nie poznamy dokładnej liczby ofiar zamordowanych na każdym z etapów tego ludobójstwa, głownie dlatego, że dokumenty historyczne są niekompletne. Zarówno historykom, jak i ocalałym – każdym w inny sposób – zawdzięczamy szczegółową wiedzę, jaką dziś dysponujemy. Ale gdy pokolenie ocalałych powoli zanika, wciąż mamy filmowców i innych artystów, którzy – wśród wielu innych – mogą pomóc uzupełnić nasze rozumienie historii.